Apel w sprawie koni wykorzystywanych w zaprzęgach.

autor
  • 7 lat ago

Zaprzyjaźnione organizacje, z którymi od lat współpracujemy, tj. Komitet Pomocy Dla Zwierząt w Tychach i Krakowskie Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami, zajmują się sprawą konia, który umarł na trasie do Morskiego Oka. Oto fragment listu Ireny Rubinowskiej – przewodnika tatrzańskiego i  inspektora KTOnZ – pod ktorym organizacje te zbierały podpisy, a następnie tekst
ukazał się w Tygodniku Podhalańskim:

„Idą konie po betonie… prosto do nieba.”

„W upalny dzień 14 lipca bieżącego roku na końcowym odcinku drogi do Morskiego Oka, w pobliżu Polany Włosienica miał miejsce kolejny drastyczny wypadek  z udziałem konia, który padł w czasie morderczej pracy. Na podstawie bardzo dokładnych notatek służbowych i informacji uzyskanych od służb biorących udział w ustalaniu przyczyn wypadku i jego przebiegu uzyskaliśmy pełny obraz tego bulwersującego wydarzenia. O godz. 14.45 koń imieniem „Jordek”, będący własnością fiakra z Brzegów nie wytrzymał trudów podjazdu w końcowym odcinku drogi. Tego dnia pracując od rana przeszedł tę trasę kilkakrotnie – był  skrajnie wyczerpany zanim ruszył w swoja ostatnia drogę, dawał oznaki śmiertelnego zmęczenia, słaniał się na nogach, zatrzymywał się nie mając siły iść dalej. Zachęcany poganianiem fiakra, krzykiem i batem  musiał przecież dojść do końcowego przystanku – bo zapłacone. Nie doszedł, padł, a działo się to na oczach rzeszy turystów. Reakcja pasażerów tego nieszczęsnego zaprzęgu była w moim odczuciu niepojęta. Nikt z pasażerów widzących przecież tragedie konia nie opuścił pojazdu.(…)

Świadkami tego wydarzenia było kilkudziesięciu turystów znajdujących się na drodze. Wielu z nich pomstowało na fiakra wyrażając swoje oburzenie z powodu obciążenia wozu, bowiem znajdowało się na nim nie 15 osób , jak przewiduje norma, lecz znacznie więcej (plus fiakier). Żaden jednak z tych rzekomych obrońców konia nie chciał zdeklarować żeby wystąpić w charakterze świadka, co przekreśliło możliwość udowodnienia przekroczenia obowiązujących norm obciążenia.

Fiakier i jego zaprzęg z nowym koniem kursuje nadal. Po raz kolejny wygrała znieczulica społeczna. Na przestrzeni ponad 20 lat, odkąd w latach osiemdziesiątych zamknięto górny odcinek drogi do Morskiego Oka, sprawa przeciążania koni nadmierna pracą wracała jak bumerang po każdorazowym przypadku padnięcia konia. Opisany powyżej akt ludzkiego okrucieństwa nie był odosobniony. Takich przypadków wcześniej było już co najmniej kilka, a wszystkie z tego samego powodu. Udało się nam „społecznym ochroniarzom” w latach 90-tych spowodować wieloletnimi działaniami i uporem oraz presją społeczną  zmniejszenia ilości pasażerów z liczby 21 do 15. Uznaliśmy to wówczas za zwycięstwo, ale było to z dzisiejszego punktu widzenia zwycięstwo „pyrrusowe”, czyli pozorne. Jestem świadkiem
i obserwatorem tragicznego losu koni z drogi do Morskiego Oka od samego początku z racji wykonywania mojego zawodu przewodnika tatrzańskiego. Prowadząc często wycieczki do Morskiego Oka towarzyszył mi widok koni toczących pianę, oblanych potem, poganianych krzykiem i batem, i zawsze była to codzienność do której przyzwyczaić się nie można.

Rozpatrując tę sprawę z dzisiejszego punktu widzenia sytuacja koni niewiele się zmieniła pomimo, iż obecnie obowiązuje norma 15 osób plus fiakier. Jest to co najmniej o połowę za dużo. Pracujące w tym transporcie konie są absolutnie nie przystosowane do tego typu ciężkiej pracy. Są to konie lekkie nadające się do jazdy wierzchem lub do lekkiej pracy polowej. Trzeba przyznać że są na ogół dobrze utrzymane i zadbane ale to naturalne bowiem muszą robić dobre wrażenie na potencjalnych klientach i spełniać wymagania weterynaryjne. Do tego typu ciężkiej pracy powinny być stosowane konie o specyficznie ciężkiej budowie dysponujące ogromną siłą. Nowo wprowadzony wóz zwany fasiągiem nie ma nic wspólnego z dawnym tradycyjnym stosowanym przed ponad stu laty. Był to lekki wóz konstrukcji drewnianej, ważący ok. 200 kg. Takie fasiągi można zobaczyć na archiwalnych zdjęciach. Obecny pseudo fasiąg
z Morskiego Oka to pojazd ciężki na konstrukcji stalowej ważący ponad 700 kg, zabierając 16 osób osiąga wagę 2 ton. Uważamy ,że należy powołać komisję złożoną z kilku niezależnych ekspertów, która by ustaliła normy dopuszczalnego ciężaru dla koni na podstawie obowiązujących przepisów. (…)

Morsie Oko nie jest jedynym miejscem w Tatrach, gdzie konie używane są do transportu turystów. Dorożki konne zabierające czterech pasażerów kursują również w Dol. Kościeliskiej i Chochołowskiej, ale tam nigdy nie zdarzył się przypadek padnięcia konia z przemęczenia.

Komisja złożona z lekarza weterynarii, przedstawicieli KTOnZ oraz KPDZ w Tychach, która w dniu 24.07. br. przeprowadzała kontrolę w przedmiotowej sprawie, stwierdziła jednoznacznie, że organizator transportu na drodze do Morskiego Oka nie respektuje podstawowych zasad rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w sprawie wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia miejsc gromadzenia zwierząt. Brak hydrantu z bieżącą wodą, rampy do załadunku i rozładunku zwierząt, urządzeń do karmienia i pojenia, na miejscu stałego nadzoru weterynaryjnego i izolatki dla zwierząt. W związku z powyższym, do Dyrekcji TPN raz Powiatowego Lekarza Weterynarii skierowane zostały pisma, w których KTOnZ i KPDZ domagają się podjęcia natychmiastowych działań, skutkujących dostosowaniem miejsca postoju  koni  do wymogów prawa.(…)

„Człowiek stworzył w XXI wieku Auschwitz koniom w najpiękniejszym zakątku Tatr i samym sercu Parku Narodowego”. Jak niewiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Nie powinno i nie może być tak aby interes wąskiej grupy czerpiącej przeogromne zyski z tego procederu, wziął górę nad nadrzędnym celem jakim winna być szeroko pojęta ochrona przyrody. Miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do istot słabszych jakimi są zwierzęta i tylko od nas ludzi zależy ich los.”

Sprawa ta została nagłośniona, ponieważ jeden z turystów nagrał całe zdarzenie i opublikował w Internecie. Sprawę bada teraz prokuratura.

Na trasie z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jeździ w sumie 240 koni. Licencje na wożenie turystów ma 60 fiakrów wyłonionych przez władze gminy Bukowina Tatrzańska. Umowa podpisana pomiędzy wozakami a władzami TPN ściśle określa warunki związane m.in. z obciążeniem koni i wymogami weterynaryjnymi. Dlaczego więc wciąż łamane są przepisy?

Aby zapobiec kolejnej tragedii na drodze do Morskiego Oka  muszą być wprowadzone zmiany.
Lekarze weterynarii we współpracy z organizacjami ochrony zwierząt, przeprowadzili próby wysiłkowe koni. Specjaliści odpowiedzą na pytanie, czy konie lekkie, które są dzisiaj używane w zaprzęgu są odpowiednie do takiego wysiłku, jak duże obciążenie mogą udźwignąć i ile razy w ciągu dnia mogą pokonać tę morderczą trasę. Aby nie dopuścić do wykroczeń, władze  TPN mają
zaostrzyć kontrole wozaków, oraz wprowadzić tablice informujące o dopuszczalnej liczbie osób na wozie, Nowe tablice będą informowały, że każda osoba, która wsiada na wóz to dodatkowe obciążenie dla koni.
Turyści będą mogli sami pilnować, żeby wozy nie były przeciążone. Na trasie nie zostaną  jednak wpuszczone inne środki transportu.

Jest jeszcze jedna okrutna strona tego procederu. Konie, które pracują na Morskim Oku wytrzymują tam tylko jeden sezon. Mordercza praca wykańcza nogi. Starzejącego się, wyeksploatowanego konia nie opłaca się za długo trzymać, niezależnie od tego ile zarobił w ciągu sezonu. Nadchodzi więc czas, kiedy górale pozbędą się swoich koni. Mamy nadzieję, że trafią prosto do nieba…

Zwracamy się do Was z apelem – otrzymujemy wiele telefonów oraz emaili z prośbą , abyśmy zrobili coś co położy kres bestialstwu, które ma miejsce w wielu miejscach, gdzie konie są w nadmierny sposób eksploatowane przez człowieka. Na kolejne przykre wydarzenie niestety nie musieliśmy długo czekać. W zeszłą niedzielę na  Starówce w Warszawie padł koń ciągnący dorożkę. Sekcja zwłok wykaże jakie były przyczyny śmierci konia.

Otrzymaliśmy już od Państwa wiele listów wyrażających oburzenie z zaistniałej sytuacji, więc teraz ośmielamy się prosić- pomóżcie nam w szukaniu świadków powyższych wydarzeń, oraz podobnych nadużyć, ze szczególnym wskazaniem na ilość osób przewożonych na wozach, lub świadków innych przejawów okrucieństwa wobec koni. We współpracy z różnymi organizacjami postaramy się opracować wytyczne jak użytkować konie robocze i będziemy naciskać na Ministerstwo Rolnictwa aby wdało je w formie rozporządzenia.

Nie zamykajmy oczu na tragedię koni. Jeśli jesteście świadkami znęcania się nad zwierzętami, alarmujcie policję, lub organizacje ochrony zwierząt,. W ten sposób możecie uratować czyjeś życie!

Kategorie:
Aktualności