Wykupiliśmy Kalinę, niestety nie udało nam się uratować Jej życia.

autor
  • 3 miesiące ago
Do czego prowadzi ludzka chciwość i brak empatii? Mogliśmy się przekonać poznając Kalinę.
Kalina ma 3 lata, ale wygląda już jak stary wysłużony koń, któremu zostało niewiele życia. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, kiedy ją zobaczyliśmy. Nie da się o tym nie myśleć! Nie da się o tym zapomnieć!
Kalina urodziła się z deformacją nogi. Kiedy była małym źrebakiem nie przeszkadzało jej kuśtykanie – była lekka i zwinna. Jednak u takich koni, jeśli się o to odpowiednio nie zadba, problemy zdrowotne nasilają się z wiekiem. A o nią nikt nie dbał. Miała tylko dorosnąć, żeby mogli ją sprzedać na mięso. Rosła i nabierała masy, a noga coraz bardziej dokuczała. Cały ciężar ciała opierała na 3 nogach. Chora zwisała luźno. Teraz jest znacznie gorzej. Przewraca się, ponieważ nie ma wystarczającej podpory. Jest poobijana, a na nodze dużą ropiejącą ranę. Zdeformowana noga jest krótsza od pozostałych i trzeba ją odpowiednio podkuć. Ale nikt tego nie zrobi, a Kalinka cierpi każdego dnia. Weterynarze rozkładają ręce, bo koszty pomocy dla Kaliny są duże, a właściciel nie chce inwestować w konia, który ma trafić na rzeź.
Koń w takim stanie nie jest w stanie jechać przyczepą. Ale dla handlarza nie stanowi to problemu, jeśli przewróci się w transporcie i poobija – niczego to nie zmieni. Rzeźnia przyjmie wszystko. Właścicielowi nie można odebrać konia ponieważ, stan zdrowia klaczy nie jest wynikiem zaniedbania – urodziła się z taką deformacją, a lekarze weterynarii to potwierdzają. Właściciel ma też prawo sprzedać ją na ubój, choć dla nas transport takiego konia jest niewyobrażalny. Postanowiliśmy o nią zawalczyć. Nasz zaufany weterynarz podejmie się leczenia, choć nie daje gwarancji, że się uda. Ale musimy spróbować. Właściciel chce za nią 3000 złotych, zgadza się  poczekać do końca czerwca a nasz weterynarz może zacząć leczenie na miejscu.
Kategorie:
Aktualności